Urodziny
Był piękny słoneczny poranek.
Ginny wstała wcześniej. Dziś urodziny Harry'ego – pomyśłała.
Wstała po cichu postanawiaąc że zrobi mu małą niespodziankę.
Harry spał smacznie, a Ginny robiła mu śniadanie. Położyła
wszystko na tacy i weszła jeszcze na chwile do swojego pokoju żeby
się przebrać. Potem przywołała do siebie tacę i weszła do
pokoju Harry'ego. Usiadła koło niego i zaczęła mu przeczysywć
ręką włosy. Po jakimś czasie obudził się. Wszstkiego
najlepszego – powiedziała Ginny. Popatrzył na nią czule. Wziął
od niej tacę. Przytulił Ginny do siebie. Kiedy taca była już
pusta – wstał. Pamiętasz swoje ostatnie urodziny? - Spytała
wstając. Oczywiście – odwrócił się do niej. Oczy ich spotkały
się. Zabezpieczyła drzwi by im znowu nikt nie przeszkodził. Harry
zobaczył błysk w jej oczach. Stanęła przy nim i pochwili całowała
już jak nigdy przedtem. To było lepsze od wszystkiego. Przytuliła
się do niego kiedy usłyszeli walenie w drzwi. Alohomora – mruknął
Harry. Ron i Hermiona wparowali do pokoju. Wszystkiego najlepszego
Harry!!! Dzięki odpowiedział. Choć na dół rozpakujesz prezenty –
powiedział Ron. Wyszli wszyscy razem i w kuchni zobaczyli całą
góre prezentów. Od Rona dostał ominookulary, od Hermiony
przybornik do eliksirów. Od Ginny zegarek który z tyłu miał
wygrarowane K.C. od Georga pudło z magicznymi przedmiotami Weasleyów
a od państwa Weasley nowy kufer na rzeczy. Nawet Dursley' owie mu
przesłali paczkę chusteczek. Na obiad zaprosiłam panią Tonks z
Teddym – powiedziała Molly. Tak też było. O 1430 przyszli
goście. Wspólnie zjedli obiad a potem zaczęli się bawić.
Wieczorem ktoś zapukał do drzwi. Harry wstał otworzyć. Gdy drzwi
się otwarły przed Harrym stanął wysoki mężczyzna z długimi
blond włosami. Proszę proszę kogo my tu mamy – powiedział
Lucjusz. Harry cofnął się w głąb domu wyciągając różdżkę.
Na korytarz wbiegli Ron i Hermiona. Oboje mieli przerażone twarze.
DRĘTWOTA – krzykneli wszyscy. Malfoya odrzuciło w tył, jadnak za
nim pojawili się inni smierciozercy rozpoczęła się zażarta
walka. Inni Weasley'owie przybiegli pomóc. Pani Tonks z małym
deportowała się. Im bitwa trwała dużej tym bardziej przegrywali
Weasley'owie. Gdyby nie pojawili się ludzie z ministerstwa byłoby
już po nich. Walka się zakończyła pomyślnie. Wszyscy weszli do
domu się ogrzać. To były wspaniałe urodziny - mruknął Harry,
ale muszę stad odejść. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem.
Nie... Harry proszę – podeszła do nigo Ginny. Nie możesz Harru
jesteś tu bezpieczny – Krzyknęła Pani Weasley. Ale muszę
przynajmniej na jakiś czas, to dla waszego bezpieczństwa –
odpowiedział równie głośno Harry i wyszedł z pokoju żeby się
spakować. Potem pozegnał się, wyszedł i deportował się. Thorken
road street – tak tu powinien być bezpieczny. Wynajął pokój w
hotelu i położył się myśląc o swoich przyjaciołach.